Jeśli solenizant obraża się o żart na temat siwego włosa, zamknij ten artykuł i idź do sekcji "Życzenia na 40 urodziny". Ten tekst jest dla prawdziwych przyjaciół, którzy wiedzą, że najwyższą formą miłości jest wzajemne dogryzanie. 40-tka to idealny moment, żeby przestać udawać, że jesteśmy młodzi i zacząć się z tego śmiać.
💡 Zasada Roastu wg Shilla.pl - Roast jest jak chirurgia, trzeba wiedzieć, gdzie ciąć. Możesz żartować z wieku, kondycji, "dziaderskich" nawyków. NIGDY nie żartuj z rzeczy, które są dla kogoś prawdziwą traumą (np. świeży rozwód, utrata pracy). Roast ma boleć ze śmiechu, a nie z przykrości.
(Tajne nagranie)
Dlaczego roast na 40-tkę to jedyny uczciwy prezent?
Bądźmy szczerzy. Kupowanie 40-latkowi kolejnego "śmiesznego kubka" lub "karnetu na siłownię, którego nigdy nie użyje" to obraza dla środowiska. Najlepszym prezentem jest prawda.
Roast to publiczne potwierdzenie tego, co wszyscy widzą, ale boją się powiedzieć przy torcie. To moment, w którym jako przyjaciele mówicie: "Widzimy, że rdzewiejesz, ale i tak Cię lubimy (chyba)".
Galeria słodkiego upadku
Zanim przejdziesz do wygłaszania mowy, wyślij solenizantowi te grafiki. Słodkie zwierzątka, pastelowe kolory i tekst, który sprawi, że zakrztusi się poranną kawą (którą pije już tylko dla regularnych wypróżnień).



Arsenał Roastu - kategorie bólu wg shilla.pl
Mówi się, że z 40-latka można żartować, ale "z wyczuciem". Bzdura. Wyczucie i sympatyczne podejście zostawmy ciociom wręczającym kopertę na imieninach. My wiemy, że 40-tka to moment przełomowy - sympatycznie to już było, teraz ma być szczerze. A szczerość w tym wieku boli bardziej niż kolana na zmianę pogody.
Jako eksperci od trudnych życzeń, przygotowaliśmy cztery filary udanego grillowania solenizanta. Oto jak ugryźć te tematy, żeby poczuł ten specyficzny rodzaj bólu - ból ze śmiechu (i trochę z rozpaczy).
Zdrowie i ciało (czyli powolny rozkład)
Zacznijmy od fizjologii, bo ona nie kłamie. Nie ma co się oszukiwać i pudrować rzeczywistości. Powitajmy solenizanta w wieku, w którym jego ulubiona pozycja to ta, przy której nie łapie go skurcz w łydce.
Obserwowanie 40-latka w restauracji to zresztą czysta komedia. To doprawdy urocze, jak próbujesz czytać menu, odsuwając je na długość ramienia. Wyglądasz przy tym, jakbyś próbował rozbroić bombę z odległości metra, mrużąc oczy. Rada od nas: kup sobie wreszcie te okulary progresywne, dziadku, zanim zamówisz najdroższe wino przez pomyłkę.
A skoro przy zmysłach jesteśmy, wszystkiego najlepszego! Osiągnąłeś wiek, w którym Twoje ciało przy wstawaniu z kanapy wydaje więcej dziwnych dźwięków niż stary modem 56k, kiedy próbuje się połączyć z siecią. Pamiętasz jeszcze te czasy? Pamiętasz też pewnie, jak w wieku 20 lat bałeś się, że złapiesz chorobę weneryczną. Teraz Twoim największym lękiem jest to, że złapiesz "przewianie", jak wyjdziesz bez szalika.
Ale to dopiero początek diagnozy. Oto co jeszcze czeka Cię w tej dekadzie upadku:
Zemsta metabolizmu: "Kiedyś mogłeś zjeść kebaba o 3 nad ranem i obudzić się z kaloryferem na brzuchu. Dziś wystarczy, że popatrzysz na pączka przez szybę cukierni, a Twoja dupa rośnie o dwa rozmiary. To, co nazywasz dojrzałą sylwetką, lekarze nazywają otyłością brzuszną pierwszego stopnia."
Wielka migracja owłosienia: "Natura ma specyficzne poczucie humoru. Zabiera Ci włosy z głowy, żebyś nie musiał wydawać na fryzjera, ale w zamian sadzi je tam, gdzie ich nie chcesz. Te kępki w uszach i nosie? To Twój nowy trawnik. Wyglądasz, jakbyś powoli zmieniał się w Ewoka."
Kac morderca: "Pamiętasz imprezy do białego rana? Zapomnij. Teraz gruby melanż to dwa piwa, po których Twoja wątroba pisze list pożegnalny, a Ty leczysz się przez trzy dni robocze rosołem i płaczem. Twój organizm nie toleruje już alkoholu, on go traktuje jak atak nuklearny."
Sen jako sport ekstremalny: "40 lat to ten moment, kiedy możesz doznać kontuzji po prostu śpiąc. Budzisz się rano z bólem karku, bo poduszka była zbyt miękka albo źle ułożyłeś rękę. Witaj w świecie, w którym źle spałem jest wystarczającym powodem, by brać L4."
Pęcherz dyktator: "Kiedyś planowałeś trasę podróży według zabytków. Teraz planujesz ją według dostępności toalet. Twoja prostata stała się kierownikiem wycieczki, a Ty jesteś tylko pasażerem."
Kariera i sukces (czyli niespełnione ambicje)
Skoro ustaliliśmy już, że fizycznie przypominasz antyk, zajrzyjmy tam, gdzie teoretycznie powinno być lepiej, do Twojego życia zawodowego. Mówi się, że 40-tka to szczyt kariery, "golden age", moment, w którym doświadczenie spotyka się z potęgą i pieniędzmi. Cóż, w Twoim przypadku to raczej moment, w którym gigantyczny kredyt hipoteczny zderza się czołowo z wypaleniem zawodowym. Jeśli myślałeś, że oszczędzimy Twoje "imperium", to się grubo mylisz. Czas na audyt, który zaboli bardziej niż rozmowa roczna z HR-em.
Zamiast klepać się po plecach za wątpliwe sukcesy, 40-tka to moment brutalnej weryfikacji CV. To ten wspaniały czas, kiedy uświadamiasz sobie, że już nigdy nie będziesz na liście Forbes "30 under 30". Teraz celujesz co najwyżej w listę "Najlepsi pracownicy miesiąca w dziale logistyki w Pcimiu Dolnym". I to pod warunkiem, że reszta zespołu pójdzie na L4.
Gratulujemy okrągłej rocznicy. Jesteś w idealnym wieku, by być już za starym na "młodego, dynamicznego członka zespołu", ale wciąż za głupim na "doświadczonego mentora". Jesteś korporacyjnym odpowiednikiem letniej wody, nikogo nie parzysz, ale też nie smakujesz. Spójrzmy prawdzie w oczy: Twoja kariera jest jak Twoja cera. Była obiecująca 15 lat temu, a teraz po prostu starasz się ukryć zniszczenia pudrem i udawać, że wszystko jest pod kontrolą.
Myślisz, że to koniec? Spójrzmy prawdzie w oczy - oto Twoja zawodowa rzeczywistość:
Upokorzenie hierarchiczne: "To musi być fascynujące uczucie, kiedy Twój nowy przełożony, 25-letni Oskar, poucza Cię o nowoczesnych metodach zarządzania, a Ty pamiętasz, że w roku jego urodzenia zdawałeś maturę. Słuchasz go z pokorą nie dlatego, że ma rację, ale dlatego, że kredyt hipoteczny sam się nie spłaci."
Technologiczny dinozaur: "Dla działu IT jesteś już oficjalnie użytkownikiem trudnym. Twoja walka z Excelem przypomina próbę obsługi smartfona przez szympansa, a kiedy ktoś mówi o TikToku, Ty myślisz, że to nowa marka zegarków. Jesteś o jeden update Windowsa od całkowitego wykluczenia cyfrowego."
LinkedIn vs Rzeczywistość: "Twój profil na LinkedIn to dzieło sztuki w kategorii science-fiction. Lider Zmiany, Ekspert ds. Strategii? Błagam. Wszyscy wiemy, że Twoim największym strategicznym osiągnięciem w tym kwartale było naprawienie zaciętego papieru w ksero i dobranie odpowiedniego tła na Teamsach, żeby nie było widać bałaganu w salonie."
Quiet Quitting (wersja hard): "Udajesz, że pracujesz, a oni udają, że Ci płacą, ten układ trwa już od dekady. Twoja motywacja wyparowała gdzieś w okolicach 2015 roku. Teraz przychodzisz do pracy tylko po to, żeby wypić darmową kawę, skorzystać z toalety i odliczać godziny do momentu, aż będziesz mógł wrócić do narzekania na pracę w domu."
Biznesmen z garażu: "Pamiętasz te plany o własnym start-upie, który zmieni świat? O tej genialnej aplikacji, którą miałeś napisać? No cóż, teraz Twoim jedynym 'biznesem' jest desperacka próba sprzedaży starych ubrań na Vinted i zbieranie punktów w aplikacji Żabki."
Związki i życie prywatne (czyli stabilna nuda)
Skoro kariera to równia pochyła, a ciało odmawia posłuszeństwa, sprawdźmy, co słychać w domu. Mówią, że życie zaczyna się po czterdziestce. W Twoim przypadku życie uczuciowe właśnie wtedy decyduje się na długą drzemkę. Jeśli myślisz, że "stabilizacja" to komplement, to zaraz wyprowadzimy Cię z błędu. To po prostu ładne słowo na wegetację we dwoje.
Wiele poradników sugeruje, by chwalić stabilizację w związku. My powiemy inaczej: to stabilizacja na poziomie linii na monitorze EKG u nieboszczyka. 40 lat to ten etap małżeństwa, kiedy hasło "gorący wieczór we dwoje" oznacza, że oboje oglądacie ten sam serial na Netflixie, scrollując w ciszy swoje telefony w osobnych końcach kanapy.
Patrząc na Ciebie, widzimy definicję totalnego osiadania. Jesteś tak stabilny, że gdybyś był pacjentem w szpitalu, lekarze odłączyliby aparaturę, uznając, że to koniec jakiejkolwiek aktywności mózgowej.
Ale to nie koniec. Oto jak wygląda Twój "ogień" w związku w zbliżeniu:
Erotyka z kalendarza: "Spontaniczność? Zapomnij. U Was seks wpisuje się w grafik między wizytą u dentysty a wywiadówką. Wasze zbliżenia są jak przetargi publiczne - rzadkie, z góry zaplanowane i zazwyczaj wygrywa opcja najniższa cena wysiłku, czyli szybki numerek po zgaszeniu światła, byle zdążyć przed snem."
Fetysz rozciągniętego dresu: "Kiedyś stroiłeś się dla niej, perfumowałeś. Dziś Twoim strojem wyjściowym do salonu są dresy z wypchanymi kolanami i koszulka z dziurą pod pachą, którą nazywasz tą wygodną. Wyglądasz w tym jak bezdomny, który włamał się do własnego mieszkania, a ona patrzy na to i zastanawia się, gdzie popełniła błąd."
Romantyzm AGD: "Pamiętasz ten błysk w oku, gdy widziałeś ją w nowej bieliźnie? Teraz masz ten sam wyraz twarzy tylko wtedy, gdy kurier przywozi nowy robot sprzątający albo kiedy w Biedronce rzucą tanie kapsułki do zmywarki. To są teraz Twoje szczyty uniesień."
Wspólne pasje (czyli narzekanie): "Waszym nowym, wspólnym hobby, które spaja ten związek silniej niż kredyt, jest obgadywanie znajomych, którym się lepiej powodzi, i licytowanie się, kogo bardziej bolą plecy. To jest ten poziom intymności, gdzie 'podaj mi maść przeciwbólową' brzmi bardziej czule niż kocham cię."
Wychodzenie "na miasto": "Wyjście do restauracji raz na pół roku to operacja logistyczna na miarę lądowania w Normandii. A kiedy już tam dotrzecie, siedzicie w ciszy, patrząc na inne pary i modląc się w duchu, żeby jedzenie przyszło szybko, byście mogli wrócić do domu, ściągnąć te 'niewygodne jeansy' i wreszcie odetchnąć z ulgą."
Hobby i kryzys wieku średniego
A teraz zejdźmy do piwnicy (dosłownie i w przenośni), żeby zobaczyć, czym próbujesz zagłuszyć pustkę egzystencjalną. Kiedy praca nudzi, a żona/mąż irytuje, 40-latek nagle "odnajduje siebie". Zazwyczaj oznacza to wydanie oszczędności życia na sprzęt, którego nie potrafi obsługiwać, i udawanie, że ma 20 lat mniej. Spoiler: nikt w to nie wierzy.
Na koniec: pasje. A raczej desperackie wołanie o pomoc, które mylnie nazywasz nowym hobby. Widzę, że kryzys wieku średniego uderzył mocno. Ten nagły zapał do biegania maratonów, warzenia kraftowego piwa w piwnicy czy kupowania winyli to urocza, choć rozpaczliwa próba udowodnienia światu, że jeszcze żyjesz.
I błagamy, obiecaj nam jedno na te 40 urodziny. Żadnego kupowania motocykla. Wszyscy wiemy, że jedyne, co będziesz na nim woził, to swój powiększający się brzuch i poczucie straconych szans. Daj sobie spokój, zanim staniesz się memem.
Jeśli myślisz, że Twoje "hobby" robi na kimś wrażenie, przeczytaj to:
Lycra - Twój wróg publiczny nr 1: "Zacząłeś jeździć na rowerze szosowym? Świetnie. Tylko dlaczego musisz ubierać się w ten obcisły stroik? Wyglądasz w nim jak baleron ściśnięty sznurkiem wędzarniczym. Wydałeś 15 tysięcy na karbonowy rower, żeby zrzucić 20 deko wagi, a po przejechaniu 10 kilometrów i tak kończysz na hot-dogu w Żabce."
DJ Dziaders: "Ten kontroler DJ-ski, który kupiłeś, żeby rozkręcać domówki, służy głównie do zbierania kurzu. Twoja playlista zatrzymała się w 2005 roku, a jedyną osobą, która bawi się przy Twojej muzyce, jesteś Ty sam i to tylko po trzecim drinku. Daj spokój, Tiësto z promocji."
Fotograf z przypadku: "Kupiłeś lustrzankę wielkości armaty, bo nagle dostrzegłeś w sobie artystę. Teraz męczysz wszystkich na imprezach, każąc im 'pozować naturalnie', a Twoje zdjęcia wyglądają, jakby robił je pijany wujek kalkulatorem. Pamiętaj: drogi sprzęt nie zastąpi talentu, a filtr czarno-białe nie czyni ze zdjęcia sztuki."
Gamer na emeryturze: "Kupiłeś konsolę 'dla dzieci', ale wszyscy wiemy, że to Ty siedzisz po nocach, próbując nadążyć za 12-latkami w Call of Duty. I wszyscy wiemy, jak to się kończy: dostajesz łomot od dzieciaków z Korei, a potem leczysz frustrację i zespół cieśni nadgarstka przez dwa tygodnie."
Młodzieżowy stylista: "Te jaskrawe sneakersy, bluza z kapturem Supreme i czapka z daszkiem noszona tył na przód... Wyglądasz jak tajniak z policji, który nieudolnie próbuje przeniknąć do gangu licealistów. Chcesz wyglądać na luzaka, a wyglądasz, jakbyś ukradł ciuchy swojemu bratankowi."



Instrukcja BHP Roastu (żeby nie zakończyć się na SORze)
Roast to nie jest zwykłe "sto lat" przy serniku. To operacja na otwartym ego. Jeśli zrobisz to źle, impreza skończy się fochem stulecia, płaczem w łazience albo pozwem sądowym. Dlatego, zanim chwycisz za mikrofon, przeczytaj naszą instrukcję BHP (Bezpiecznego Hańbienia Przyjaciela).
Oto jak przygotować grunt pod ten spektakl:
☑️ Cyrograf z ofiarą (czyli zgoda): Najważniejsza zasada: żadnych niespodzianek. Solenizant musi wiedzieć, co go czeka i wyrazić na to zgodę (najlepiej pisemną, w razie gdyby rano chciał dzwonić po prawnika). Jeśli Twój przyjaciel ma kij w tyłku i obraża się, gdy ktoś zauważy plamę na jego koszuli, odpuść. Roast jest dla ludzi ze skórą grubą jak podeszwa, a nie dla płatków śniegu. Upewnij się, że jest gotowy na publiczne biczowanie.
☑️ Selekcja snajperów (dobór uczestników): Do mikrofonu dopuszczasz tylko elitę. Ciocia Krysia, która opowiada dowcipy o bacy, odpada. Szukasz ludzi, którzy znają "brudy" solenizanta, mają cięty język i nie boją się go użyć. To muszą być osoby, które potrafią obrazić tak, żeby wszyscy się śmiali, a nie dzwonili na policję. Jeśli ktoś ma opory przed powiedzeniem: "wyglądasz staro", wykreśl go z listy. Tu nie ma miejsca na litość.
☑️ Scenografia wstydu (atmosfera): To nie może wyglądać jak stypa. Musi być luźno, głośno i... procentowo. Alkohol (w rozsądnych ilościach, żeby bełkot nie zagłuszył puenty) jest wskazany – działa jak znieczulenie dla ofiary i paliwo dla roasterów. Posadźcie solenizanta na środku, najlepiej na jakimś "tronie" (np. krześle ogrodowym owiniętym folią aluminiową), żeby każdy widział jego reakcje. Reflektor w twarz opcjonalny, ale mile widziany.
☑️ Scenariusz egzekucji: Improwizacja jest dobra w jazzie, a nie w roaście. Ustalcie kolejność. Zaczyna ktoś z lżejszym kalibrem na rozgrzewkę, a na koniec wchodzi "killer" z najmocniejszymi pociskami. Ważne: dajcie też szansę solenizantowi na "ripostę" na samym końcu. Niech ma te swoje 5 minut na nieudolną obronę, zanim zaleje smutki szampanem.
☑️ Prezenty z podtekstem (gadżety starości): Zamiast kolejnej karafki, dajcie mu coś, co podkreśli jego beznadziejne położenie. Zestaw pieluch dla dorosłych? Krem na hemoroidy owinięty w złotą wstążkę? Lupa do czytania SMS-ów? A może koszulka z napisem "Przeżyłem 40 lat i jedyne co mam, to ten gówniany T-shirt"? Kreatywność w dokuczaniu jest tu najwyższą cnotą.